poniedziałek, 26 września 2011

kuruma

Japonia to jeden z największych producentów (a do niedawna największy) samochodów na świecie. Przy ponad 100 milionach mieszkańców po Japonii jeździ ponad 50 milionów samochodów. Całkiem sporo...

Ciekawe jest jednak co innego. Przyglądając się temu, co jeździ po drogach można się lekko zdziwić. Ilość rdzennie japońskich marek i modeli jest ogromna. To co jest eksportowane do Europy i USA to jedynie ułamek tego co można tutaj zobaczyć. Zadziwiający jest również udział japońskich samochodów w ogólnej motoryzacyjnej populacji. W zdecydowanej większości Japończycy jeżdżą autami japońskimi - poczynając od małych miejskich maluchów, poprzez rodzinne wany a na luksusowych limuzynach kończąc. Potem jest dłuuuugo dłuuugo nic (w dwudziestce najlepiej sprzedających się w Japonii samochodów są jedynie marki japońskie) i dopiero gdzieś na szarym końcu pojawiają się auta z importu.

Z importowanych aut mamy (w zdecydowanej większości) drogie niemieckie limuzyny pokroju BMW, Audi, Mercedesa oraz szpanerskie Porsche. Po tym jak kierownicy i kierowniczki w tych autach puszą się na drodze widać, że to oznaka statusu i auta kupowane na pokaz. Z innych europejskich marek czasem pojawi się na drodze jakiś Francuz (Renault, Peugeot) ale to raczej rzadko spotykane rodzynki (widać, że przy zakupie tych  aut właściciele kierują się raczej dobrym gustem niż stereotypami, hahaha). Czasem pod nosem przemknie nam jakaś włoszczyzna - albo drogie i szpanerskie Ferrari oraz Lamborghini albo popierdółkowaty Fiat 500 (choć to prędzej dodatek do damskiej torebki czy butów niż samochód). I na tym w zasadzie koniec. Jeśli pojawi się jakieś inne auto to raczej będzie to wyjątek potwierdzający powyższą regułę. Zadziwiający jest natomiast absolutny brak marek amerykańskich oraz koreańskich. Podejrzewam, że w przypadku tych pierwszych chodzi o jakiś rodzaj wojny handlowej. Nie od dziś wiadomo, że japońscy i amerykańscy producenci samochodów za sobą nie przepadają i przy najbliższej nadarzającej się okazji wbili by sobie nóż w plecy. Dziwi jednak to, że w Stanach aut japońskich jest całkiem dużo. W drugą stronę jednak to tak nie działa więc na razie wygląda tak jakby to Japończycy pierwsi dźgnęli swojego przeciwnika. Jeśli chodzi o auta koreańskie to mogę się jedynie domyślać, że chodzi tu a jakiś rodzaj japońskiej dumy niepozwalającej na kupno (bądź co bądź, coraz to lepszych) koreańskich samochodów. Podejrzewam, że przeciętny Japończyk wstydziłby się pokazać w aucie koreańskim podobnie jak wstydziłby się wyjść na ulicę ubrany tylko w damską koronkową bieliznę.

Japończycy zdają się również nie przejmować kończącymi się zapasami ropy. O ile w Europie zapanował ekoszał na małe i oszczędne motorki to tutaj większość aut nadal wyposażona jest w wielkie i paliwożerne silniki. Z drugiej strony, zważywszy cenę paliwa (130 jenów za litr co jest jak na japońskie warunki kwotą śmieszną - my tyle a czasem nawet i więcej płacimy w o wiele biedniejszej Polsce) nie jest to chyba szczególnym problemem. Nie wiem tylko po co im takie mocne auta gdyż przy ich drastycznych ograniczeniach prędkości szybciej niż 100km/h się raczej tutaj nie pojedzie.

~~~

Dla mnie przyjazd tutaj to jak odwyk. O ile w Polsce bez samochodu nigdzie się nie ruszam tak tutaj jest mi on kompletnie niepotrzebny i świetnie się bez niego obchodzę (choć przyznaję - czasem bym sobie gdzieś pojechał - ot tak, bez celu). Przy tak rozwiniętym transporcie publicznym posiadanie samochodu w Tokyo jest raczej zbędne (i bardzo problematyczne ze względu na brak parkingów). Ba...powoli uzależniam się od pociągów i coś czuję, że powrót do Polski będzie wyjątkowo bolesny.

2 komentarze:

  1. marki amerykanskie tez jak najbardziej sa. Najczesciej jakis 4WD Ford Escape, czy cos w tym stylu i Cadillac - tych ostatnich jest calkiem duzo. Jakiegos Chryslera tez od czasu do czasu da sie spotkac i "vintage" Jeep cherokee - te ostatnie sa calkiem popularne wsrod innego rodzaju szpanerow. Przynajmniej u nas (czyli nie w Tokio) czesciej zobaczysz jakiego amerykana niz francuza czy wlocha.

    OdpowiedzUsuń
  2. Podczas dzisiejszej drogi do pracy dostrzec aż jednego dżipa. Poza tym widziałem równie rzadko spotykane Maserati oraz Alfę "królową lawet" Romeo więc mimo że na pewno masz rację ja będę upierał się przy swoim - amerykańskich aut w Japonii jest nieporównywalnie mniej niż japońskich w USA a wy tam na wsi musicie być jakąś "zakamuflowaną opcją amerykańską" (to taki dowcip - żyjąc z dala od polskiego politycznego bagna masz prawo go nie zrozumieć - nie masz czego żałować)

    OdpowiedzUsuń