sobota, 24 września 2011

kamakura

Sądząc po ilości świątyń zwiedzonych dzisiaj powinni od razu ogłosić mnie nowym buddą. Kamakura nazywana jest czasem Kioto wschodniej Japonii ale, że w Kioto (jeszcze, hehe) nie byłem więc się na razie nie wypowiem. Kiedyś (jakieś tysiąc lat temu) było to centrum japońskiego życia politycznego (tak przynajmniej twierdzi szeroko rozumiany internet) - teraz to spokojne nadmorskie miasteczko z licznymi świątyniami, pomnikami, itd... Co wyjątkowo fajne - między świątyniami można poruszać się na dwa sposoby - komunikacją publiczną (nuuudneee) albo na nogach - po szlakach wytyczonych po otaczających Kamakurę górach. Zdecydowanie polecam ten drugi sposób :)

Zaczynamy od świątyni Hase (Hasedera):



potem przenosimy się do Daibutsu czyli Wielkiego Buddy...


...skąd poprzez chaszcze porastające okoliczne góry kierujemy się do świątyni Zeniarai Benten, której jedną ze specjalności jest umożliwienie gościom wyprania pieniędzy. Dosłownie. Ponoć tak wyprane pieniądze magicznie się podwajają. Nie sprawdzałem choć powinienem, bo za wstęp do każdej ze świątyń się płaci i prędzej zbankrutujecie niż osiągniecie zen czy inną nirwanę...


Z wypranymi...portfelami ruszamy dalej w kierunku świątyni Jochiji...



...żeby w końcu dojść do najstarszej świątyni Zen w Kamakurze - świątyni Kenchoji. Tu mała uwaga - jeśli chcecie zwiedzać budynki wewnątrz trzeba być gotowym na ściąganie butów. Ja miałem tylko sandałki a że  bieganie na bosaka jakoś szczególnie mnie nie kręci zwiedzanie wnętrz sobie darowałem. Następnym razem będę pamiętać by ubrać skarpetki ;)




Stąd ruszamy w kierunku świątyni Zuisenji ale po drodze gubimy szlak i zamiast do świątyni Zen trafiamy na budę z (wątpliwej jakości) żarciem i piwem. Po środku niczego! Dokoła tylko góry i chaszcze. Japończycy są genialni!


...ostatecznie wkraczamy we wspomniane już chaszcze...



...przy "kapliczce" skręcamy w lewo (pozostawię to zdjęcie bez komentarza ;) )


...i lądujemy na plaży gdzieś między Kamakurą a Enoshimą po to by, być może po raz ostatni w tym roku, wykąpać się w Oceanie :)



...i tym gołym (i bladym) cyckiem żegnam się z wami na dziś :P

~~~~

Wszystkie zdjęcia znajdziecie tutaj

2 komentarze:

  1. Kamakura daje w kość. Fajne fotki - piękne niebieskie niebo. Oby nie zniknęło do mojego przyjazdu! :) W tym roku zmuszonam powtórzyć tę trasę, a przy okazji wyprać trochę grosza. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj daje w kość, daje. Tym bardziej jak jest się takim upartym gaijinem jak ja i uprze się, żeby po obleceniu Kamakury przejść plażą z Kamakury do Enoshimy. Owszem, szło się fajnie, nakręciłem kilka fajnych ujęć Enoden ale moje nogi nie do końca były przekonane o słuszności takiego wyboru. Bolą mnie jeszcze dziś :)

    OdpowiedzUsuń