niedziela, 8 stycznia 2012

nagano

Jak by nie patrzeć - mamy styczeń a więc zima w pełni. Szkoda, że w Tokyo tego nie widać. Jakoś tak ciepło, wręcz wiosennie. Mimo wszystko trochę mi brakowało śniegu. Od jakiegoś czasu planowałem wybrać się gdzieś w zimowe rejony Japonii, ale a to nie było pogody, a to wybrałem się do Kyoto i Hiroshimy...No ale w końcu się udało. W sobotę z samego rana, zapakowałem się w autobus i ruszyłem do Nagano - miasta, które gościło w 1998r. zimową olimpiadę.

Po Nagano oczekiwałem wiele. W końcu to miasto olimpijskie i niemalże zimowa stolica Japonii. Po dotarciu na miejsce okazało się jednak, że Nagano to straszliwe zadupie. Chyba nawet bardziej niż jak mi się do tej pory wydawało wyjątkowo zadupiaste okolice Hiroshimy. W samym mieście w zasadzie nie ma nic ciekawego. Jest co prawda dość słynna świątynia ale to już mnie raczej nie kręci. Jak na złość - śniegu również za wiele nie było. Skoro jednak już tam się pojawiłem, to i do świątyni się przeszedłem...




Ciężko oddać prowincjonalny klimat tego miasta. Trzeba to po prostu zobaczyć na własne oczy. Tylu dziwactw nie widziałem już dawno. Szczytem wszystkiego był dworcowy warzywniak. Na głównym dworcu w Nagano, tuż przed bramkami na peron (bramki manualne - wychodzą bileterzy i sprawdzają bilety a nie żadna tam tokijska automatyka ;) ) stoi stragan z warzywami. Na pierwszy rzut oka nie ma ani kasy, ani wagi, nic...Obserwacja miejscowych pozwala jednak poznać sekret tego dziwacznego warzywniaka - kasa mieści się w okienku informacji kolejowej...tak - ten sam gość, który sprawdza bilety również waży i sprzedaje warzywa. W samiuśkim centrum Nagano. Pozwoliliśmy sobie na małą prowokację ;)




Wieczorem tego samego dnia pojechałem, na zwiady, do Yudanaka. Yudanaka i pobliskie Shibu Onsen to (jak sama nazwa wskazuje) onsenowe zagłębie. Niestety - w Shibu Onsen wszystkie łaźnie (poza jedną dostępną publicznie) są zamknięte i dostępne tylko dla gości pobliskich Ryokanów. Samo Shibu Onsen to prawdziwa perełka. Niektóre ryokany i łaźnie mają po kilkaset lat. to takie onsenowe Kyoto. Wyjątkowo klimatyczne miejsce. Co więcej - im dalej od Nagano tym więcej było śniegu. W Yudanaka i Shibu śniegu było już pod dostatkiem :)


Sama okolica jest straszna. Poza onsen nie ma tam kompletnie nic. Zwykłe domy i pola. Z Nagano jedzie się poprzez niespotykaną w Japonii pustkę. Są tylko pola, sady, czasem jakaś wioska, góry nic więcej. Do tego śnieg. Mnóstwo śniegu - coś co do tej pory było raczej egzotyką. W Tokyo kilka płatków śniegu przyprawia połowę miasta o zawał. Tutaj widać nikt się tym nie przejmuje. Jest zima - musi być śnieg. Takie jest odwieczne prawo natury ;)









Do Yudanaka warto jechać nie tylko ze względu na onsen. Warto udać się w to wyjątkowo dziwne miejsce również po to, żeby zobaczyć dzikie (no dobrze....pół dzikie ; ) ) małpy kąpiące się w naturalnych gorących źródłach. W zasadzie jest to jedyna atrakcja turystyczna w okolicy i chyba jedyna taka w Japonii. Same małpy mimo, że mają swoje własne gorące źródła potrafią odwiedzić również okoliczne onsen. Wspólna kąpiel z małpami to wyzwanie dla największych twardzieli ;)

















I to by było w zasadzie na tyle. Ja byłem tam przez cały weekend ale ogólnie to chyba nie warto tam zostać na dłużej. Same małpy da się zobaczyć (przy odrobinie szczęścia i dobrego planowania) podczas jednodniowej wycieczki z Tokyo (Shinkansenem). Jeśli już tam nocować to w jednym z ryokanów w Shibu Onsen. Problem w tym, że trzeba go sobie wcześniej, duuuuużo wcześniej zarezerwować. Na ostatnią chwilę raczej na pewno nic się tam nie znajdzie.

Wszystkie zdjęcia z Nagano i okolic znajdziecie tutaj.

~~~

I to by było na tyle. Zaczynam się pakować, bo jutro czeka mnie trochę dłuższa wycieczka na Fidżi. Ogłaszam zatem (zimową ;) ) przerwę - do 20 stycznia. Ciao.

6 komentarzy:

  1. Kurcze, nie spodziewałam się, że sfilmujesz to "dziwne" (cudzysłów zamierzony) miejsce z taką reakcją w tle... Szczytem wszystkiego to był dworzec kolejowy w samiuśkim centrum Twojego Wrocławia, zanim Euro 2012 zmusiło władze miasta do wzięcia się wreszcie za jego remont ^^. Tam dziwactw do zabicia, a Ty się warzywniaka czepiasz ;P

    Leć szczęśliwie, udanej wycieczki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja to nawet nie muszę się ze swojego miasteczka ruszać i w osiedlowym sklepie małpę zobaczę ;]

    Szkoda, że tak długo nic tu się nie pojawi, ale dobra: podróżuj szczęśliwie i wesoło [a tak, wesoło!].

    OdpowiedzUsuń
  3. Małpy super cudaki! A ten czerwony pysk to pewnie od gorącej wody, sama taki mam, jak sobie za długo w gorącej kąpieli posiedzę... :D

    powodzenia na Fidżi!
    Anka

    OdpowiedzUsuń
  4. Malpy kapia sie w goracych zrodlach nie tylko w okolicach Nagano, we wsi Tadami kolo Tajima w prefekturze Fukushima malpy sa stalymi goscmi w miejscowym onsenie a scislej mowiac w rotenburo. W dzien kuracjusze a w nocy malpiszony! Duzo silnych wrazen z wycieczki
    zycze Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
  5. Kubusiu kochanie !!!
    Czy Ty mnie jeszcze pamiętasz?
    Jak pamiętasz to kiedy przylecisz na kawkę.

    Wacusia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uuuuu..."kochanie"...no, no - jak się romantycznie zrobiło, buahaha. Na kawę wpadnę jak wrócę do Polski. Tylko Wacka - to musi być jakaś ekstra kawa, bo jadę na nią specjalnie z Tokyo ;)

      Usuń