poniedziałek, 23 stycznia 2012

Fiji #3

Mając jedną z trzech wiosek "tuż za rogiem" (jakieś pół godziny drogi od resortu) szkoda było by tam nie zawitać. Z wizytą w wiosce jest jednak problem - nie można sobie tam pójść ot tak. Mimo, że prawie cała obsługa resortu pochodzi z tej właśnie wioski, ziemia dzierżawiona jest od wodza i generalnie całkiem szeroki strumień pieniędzy płynie teraz wprost do lokalnej społeczności (poza pracą, sprzedają oni jeszcze do resortu swoje warzywa, owoce, ryby, itd...) to mimo wszystko wioska nadal pozostaje dość zamknięta dla obcych. Osobiście udało mi się tam wbić trzy razy - na dość unikalną ceremonię picia kavy z wodzem, w niedzielę - do kościoła (hehe) oraz na samo zwiedzanie wioski.

Ceremonię picia kavy zostawimy sobie na oddzielny post, teraz skupię się na samej wiosce. Wioska zamieszkana jest przez ok 250 osób. Jest to główna i największa wioska na wyspie. Jako największa wioska na wyspie mają szkołę, trzy kościoły (katolicki, baptystów i trzeci którego w tej chwili już nie pamiętam) i centrum medyczne. Centrum medyczne to...jedna pielęgniarka. Czasem na kilka dni w roku mają lekarza. Gdy ktoś jest poważnie chory pakowany jest na katamaran i płynie na główną wyspę (jakieś 6 godzin drogi). We wiosce generalnie nie ma prądu (poza jednym generatorem), mają natomiast łączność ze światem poprzez telefon satelitarny i ostatnio ze względu na pobliskie resorty jeden z operatorów komórkowych postawił niedaleko swój przekaźnik więc mają jakiś tam ograniczony zasięg telefonii 3G. Przed pojawieniem się resortów zajmowali się głównie uprawą i rybołówstwem na swoje własne potrzeby. Byli niejako samowystarczalni. Odkąd pojawił się resort, część tego co im wyrośnie (albo się złapie) sprzedają. Poza tym czas we wiosce płynie leniwie. Bardzo leniwie ;)





















Obowiązkowo - program artystyczny w wykonaniu lokalnego zespołu pieśni i tańca, hehe:






Wizyta w kościele to okazja by zobaczyć mieszkańców wioski w swoich najlepszych odświętnych strojach i nie lada przygoda - pastor darł się na tych biednych ludzi jak by nie wiem co zrobili. Nie wiem co wrzeszczał bo msza była "po lokalnemu" ale równie dobrze mógł wyzywać nas - turystów siedzących w kościele od białych demonów i szatanów (może nawet kilka razy wskazał mnie palcem, hmmmm?), hehe :)








Odkąd pojawił się na wyspie resort życie mieszkańców tej wioski zmieniło się dość diametralnie. Czy na lepsze nie wiem. Wcześniej byli samowystarczalni - świetnie im się powodziło bez jakiejkolwiek pomocy z zewnątrz. Teraz mają na pewno więcej pieniążków i widać, że wioska powoli zmierza w kierunku - no właśnie w kierunku czego? Moim zdaniem w kierunku swojego końca - gdy tylko rozsmakują się w luksusach nowoczesnego życia prędzej czy później stamtąd uciekną (zwłaszcza młodzi) w poszukiwaniu lepszego życia. Już teraz co bogatsze rodziny wysyłają swoje dzieci na główną wyspę Fidżi - do szkoły. Spora część z nich już nie wraca do swojej małej zacofanej wioski.

1 komentarz:

  1. Pastor pokazywał Cie palcem, bo żeś mu zdjęcia z ukrycia trzaskał :P Zespół folkowy zadziwiająco dobrze brzmi, dla moich uszu. Chętnie bym ich odwiedziła :)

    OdpowiedzUsuń