poniedziałek, 2 stycznia 2012

hakone

Korzystając z dni wolnych od pracy wybrałem się do Hakone. Byłem tam dwa lata temu ale...było to podczas 100 kilometrowego marszu "na czas" i nie bardzo było wtedy okazji pozwiedzać ;) Tym razem udało zobaczyć się trochę więcej. Pogoda również dopisała (częściowo) więc tu i ówdzie można było dostrzec Fuji. Na koniec dnia oczywiście obowiązkowa wizyta w onsen. Miła odmiana po tych wszystkich zabytkach i świątyniach Kyoto i Hiroshimy :)















Hakone położone jest w pobliżu wygasłego wulkanu - jakieś 100km od Tokyo. Wycieczka kolejką linową jest dość interesująca. Jedzie się nad wydostającymi się z ziemi siarkowymi wyziewami. Cuchnie tam strasznie ;)





Ponieważ do Hakone jest się dość łatwo dostać z Tokyo miałem podejrzenia, że nie będę tam jednym turystą i zasadniczo się nie pomyliłem. Co więcej, była tam chyba połowa Tokyo. Kolejka do statku wycieczkowego pływającego po jeziorze Ashi była tak długa, że kolejki za PRLu to przy niej pikuś.






Tak przy okazji...takie oto "pamiątki" można przywieść z Hakone... ;)






~~~

Troszkę nami wczoraj zabujało :) 4 w siedmiostopniowej skali JMA to już coś (marcowe było mocną piątką). Jak dotąd to najsilniejsze trzęsienie ziemi jakiego tutaj doświadczyłem. Na Japończykach nie zrobiło ono jednak wielkiego wrażenia. Było to akurat w porze obiadu. Typ siedzący obok mnie nawet nie oderwał się od swojej miski ryżu ;)

4 komentarze:

  1. Już chciałam powiedzieć, że jakoś w pierwszych latach tego wieku kolejka do totka po jakiejś znacznej kumulacji w naszym miastku była jeszcze dłuższa
    aaaaaale
    kiedy zobaczyłam, że cały filmik to tak naprawdę jedna, wielka, niekończąca się, przeogromna kolejka - poszłam jak niepyszna :]

    Fragment kończący notatkę dowodzi, że człowiek może przyzwyczaić się do wszystkiego [ja to chyba zawału bym dostała].

    Strasznie podoba mi się ten pomarańczowy element na wodzie, który nie pierwszy raz przewija się na zdjęciach [nie tylko Twoich, pierwszy raz widziałam go na fejsbukowej fotografii takiego jednego Japończyka] ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. "ten pomarańczowy element na wodzie" to torii. Nie będę się tutaj wymądrzać bo nie jestem ekspertem w tej dziedzinie - poszukaj sobie w sieci czym jest torii ;)

    Torii stoją nie tylko w wodzie. Te dwie najsłynniejsze to właśnie jedna z Miyajimy a druga z Hakone. Większość zdjęć w sieci przedstawia właśnie te dwie. Jeśli pogrzebiesz w moich postach znajdziesz torii stojące również w innych miejscach - są równie ładne i niekoniecznie pomarańczowe ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Co do trzęsień ziemi: Japończycy nie zwracają uwagi na te słabsze. Z tymi średnimi (jak to wczorajsze) bywa różnie. Jedni się stresują inni nie (nikt jednak nie panikuje). Na te silne nie ma chyba takiego twardziela, który by się nie bał. Trzęsień ziemi ponoć zaczynasz się bać dopiero jak przeżyjesz jakieś bardzo silne (jak to marcowe).

    OdpowiedzUsuń
  4. Rzeczywiscie cuchnie siarka, raz mniej raz wiecej ale za to jakie pyszne jajka w czarnej skorupce bo gotowane w siarkowych zrodlach!
    Cena mniej pyszna bo jedno jajeczko kosztuje tyle co 10 w markecie no ale byc w Owakudami a nie zjesc jajka..........
    Ja chce tam wrocic!!! Agnieszka

    OdpowiedzUsuń