sobota, 28 stycznia 2012

umeshu

Żałoba w Tokyo. Przynajmniej w naszym biurze. Znany nam od lat bar umeshu w Takadanobaba zamyka swoje podwoje. Ayano, właścicielka, która od lat dzielnie prowadziła swój maleńki bar (tak mały że wchodzi tam co najwyżej kilkanaście osób) wychodzi za mąż i zdecydowała się porzucić swój dotychczasowy biznes. Szkoda. Wielka szkoda. Było to (a w zasadzie to do końca stycznia jeszcze jest) jedno z najbardziej klimatycznych miejsc w Tokyo jakie znam.

Jako, że spędzaliśmy tam sporo czasu postanowiliśmy wczoraj trochę pomóc Ayano przy likwidacji baru. Co prawda nasza pomoc ograniczyła się jedynie do opróżniania butelek umeshu ale byliśmy za to bardzo skuteczni. Baaaaardzo skuteczni. Dodatkowo, w wyniku bardzo skrupulatnie przeprowadzonych badań naukowych potwierdzonych licznymi eksperymentami stwierdzam iż umeshu nie powoduje kaca. A przynajmniej nie, jeśli zagryzie się je podwójną porcją gyoza kupioną gdzieś na mieście o 5 nad ranem :)

Umeshu to likier wytwarzany ze śliwek (czy jak tam twierdzi wikipedia - moreli). Nawet nie zdajecie sobie sprawy ile przeróżnych smaków i aromatów może mieć umeshu. Wczoraj - mimo usilnych prób - udało nam się spróbować jedynie ok 15 różnych umeshu. Na oko to jakaś połowa tego co stało za barem. Na więcej brakło nam czasu i sił ;)

Cały bar:


Ayano i skromny fragment bogatej kolekcji butelek umeshu :)

2 comments:

  1. Już koniec podróży?
    Szkoooodaaaaaaaaa...

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. Od kilku miesiecy czytalam Twoj blog. Dopiero teraz sie ujawniam. Szkoda, ze juz wracasz do Polski. Mam nadzieje, ze bedziesz kontynuowal blogowanie z kraju-raju. Pozdrawiam serdecznie. Alicja.

    OdpowiedzUsuń na zawsze